Dobroczynna praca żałoby

dscf8917Żal po stracie bliskiej osoby wiąże się zazwyczaj z ogromnym cierpieniem psychicznym. Psychiatrzy i psychoterapeuci zwykli porównywać żałobę do depresji (czy melancholii – wedle nazewnictwa stosowanego jeszcze przez Zygmunta Freuda) i podkreślać cechy, które zbliżają stan po utracie do choroby: smutek, brak sił życiowych, wycofanie się z kontaktu ze światem zewnętrznym, subiektywnie przeżywane cierpienie. Osoba w żałobie traci na zdrowiu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym, a jej funkcjonowanie społeczne pogarsza się (i coraz częściej osobom w żałobie proponowane są leki przeciwdepresyjne).

A jednak żałoba nie jest chorobą. Stanowi naturalną, przejściową reakcję na stratę i – co również podkreślają psycholodzy i psychoterapeuci – może, paradoksalnie, nieść za sobą dobroczynne konsekwencje. Konfrontacja ze stratą staje się… przebudzeniem, i jak pisze znany terapeuta interesujący się szczególnie tematyką egzystencji, Irvin Yalom – pozwala uważniej przyjrzeć się swojemu istnieniu. Żałoba po bliskich, pamięć o nich każą nam myśleć o własnym przemijaniu. Być może w ten sposób konfrontujemy się także z lękiem przed własną śmiercią? Z myślą o tym, jak przeżywam swoje życie? Czy żyję tak, jak pragnąłem/pragnęłam żyć? Czy tego właśnie chcę od życia?

Żałoba okazuje się dobroczynna również dlatego, że pomaga w zbliżeniu się do swojego wewnętrznego świata. Utrata wyzwala niekiedy bardzo intensywne emocje – przeżywając żałobę, doświadczamy smutku, lęku, poczucia osamotnienia i opuszczenia; ale także poczucia winy, rozpaczy, złości i gniewu. Bogactwo tych uczuć sprawia, że odrywamy się od bieżących spraw. Sięgamy głębiej. Żałoba wyzwala potrzebę zadośćuczynienia, przemożną chęć naprawiania relacji z innymi. I, paradoksalnie, inspiruje do myślenia o sensie życia. Może pomóc przewartościować nasze życie. Pchnąć je na inne tory, bliżej tego, czego naprawdę pragniemy.

„Im więcej pozostało nieprzeżytego życia, tym większy jest lęk przed śmiercią; im bardziej nie powiodło się człowiekowi przeżywanie pełni swojego życia, tym bardziej będzie bał się śmierci” (Irvin Yalom, Patrząc w słońce). To myśl o tym, że życie warto przeżyć zgodnie ze sobą, ze swoimi potrzebami i pragnieniami, a wówczas śmierć przyjdzie do nas w samą porę i nie będziemy się jej lękać.

Ilustracja: Lorna Simpson, „Photo Booth”, 2008 (fragment, fot. własna)

Ile czasu trwa psychoterapia?

Długość trwania psychoterapii – czy są to tygodnie, miesiące czy raczej lata – jest uzależniona od celu terapii, od oczekiwań pacjenta lub pacjentki, a także od nurtu, w jakim pracuje psychoterapeuta.

Uporządkowaniu kwestii czasu terapii mogą pomóc pytania:

  • Czy mój problem wiąże się z jednorazowym zdarzeniem? Czy trudności występują krótko i mają ograniczony zasięg?
  • Czy objawy nie zakłócają mocno mojego funkcjonowania i dotykają tylko jednego obszaru mojego życia?
  • Czy chcę otrzymać wsparcie wyłącznie w tej bieżącej sprawie?

Jeśli na te pytania odpowiedź brzmi TAK, wówczas wystarczająca może okazać się psychoterapia krótkoterminowa o charakterze wsparcia (od kilku do dwudziestu kilku spotkań – w praktyce do pół roku).

Jeśli odpowiedź brzmi NIE – trudności występują w różnych obszarach życia, zakłócają codzienne funkcjonowanie i relacje z innymi osobami już od jakiegoś czasu, a dodatkowo odnosimy wrażenie, że problem powtarza się i występuje od dawna, wówczas pomocne mogą okazać się dodatkowe pytania:

  • Czy jestem gotowa/gotowy, by dokładniej przyjrzeć się swoim przeżyciom i doświadczeniom, także tym z odległej przeszłości?
  • Czy jestem gotowa/gotowy, by spróbować przyjrzeć się samym przyczynom trudności, które się pojawiły, a nie tylko objawom?

Jeśli odpowiedź brzmi TAK, wówczas można założyć, że pomocna będzie psychoterapia długoterminowa, prowadząca do uzyskiwania wglądu oraz trwałej zmiany. Ona też będzie bardziej skuteczna w zapobieganiu nawrotom powstałych trudności. Psychoterapia długoterminowa w takiej sytuacji może trwać powyżej roku – około dwóch lat lub dłużej. Ktoś kiedyś powiedział, że terapia może trwać tyle, ile czasu trwają trudności. Nie zawsze jest to tak dokładne przełożenie – na przykład 10 lat borykania się z nawracającymi stanami depresyjnymi nie zawsze musi oznaczać konieczność bycia w terapii przez 10 lat. A jednak ogólna tendencja jest właśnie taka – im dłużej jakiś kłopot nam doskwiera, tym głębiej dotyka naszego życia. W tej sytuacji psychoterapia krótkoterminowa może nie być pomocna na długo, a problem może się pojawić ponownie za jakiś czas.

Dzięki badaniom naukowym nad skutecznością psychoterapii klinicyści wiedzą też, że w przypadku problemów określanych mianem zaburzeń osobowości albo głębszych zaburzeń emocjonalnych (w tym na przykład zaburzeń odżywiania) oraz takich, które dotyczą więzi z najbliższymi osobami, przejawiających się w trudnościach interpersonalnych, skuteczna będzie psychoterapia długoterminowa. Obecnie mamy coraz więcej badań, które potwierdzają też większą skuteczność długoterminowej psychoterapii psychodynamicznej, sięgającej do obszaru relacji z bliskimi osobami.

Ze strony pacjentki lub pacjenta może z kolei pojawiać się oczekiwanie, by czas terapii był jak najkrótszy. Sama psychoterapia to trudne doświadczenie. Każde spotkanie z terapeutą może stać się okazją do rozmowy o zdarzeniach budzących przykre wspomnienia i poruszających nas emocjonalnie. W tej sytuacji naturalne jest, że przychodzimy do gabinetu z myślą, by „jak najszybciej się to skończyło”.

Z jednej strony pojawia się myśl, że terapia jest pomocna, bo mogę skupić się na swoich przeżyciach, a terapeuta towarzyszy mi w tych doświadczeniach i pomaga w zrozumieniu tego, co przeżywam. Doświadczam ulgi, mam poczucie większego rozeznania w swojej sytuacji, uporządkowania tego, co do tej pory było kłębkiem przeżyć i myśli trudnym do rozplątania. Z drugiej strony jest to koszt – finansowy, czasowy, ale też wysiłek emocjonalny. Czasem bardzo duży. Mogę pragnąć ograniczenia czasu terapii do kilku, kilkunastu spotkań. Mogę też oczekiwać, że dobry psychoterapeuta nie potrzebuje więcej czasu, że terapia krótkoterminowa powinna wystarczyć, by rozwiązać sprawy, z którymi przychodzę. O tych oczekiwaniach warto rozmawiać z terapeutą już na samym początku, podczas zawierania kontraktu terapeutycznego. I już wtedy można określić w przybliżeniu planowany czas trwania terapii (z możliwością jej przedłużenia w razie potrzeby).

W trakcie trwania terapii może się pojawić mnóstwo uczuć i myśli dotyczących samego czasu trwania terapii. Bardzo zachęcam, by o wszystkich tych wątpliwościach i pytaniach rozmawiać ze swoim terapeutą.

Pierwsza wizyta

DSCF7316

Wyobrażenia na temat pierwszej wizyty u psychoterapeuty mogą budzić różne uczucia. Niektórzy zastanawiają się, czy zostaną poproszeni o wykonanie testów psychologicznych, inni zaś obawiają się, że psychoterapeuta zada im na wstępie bardzo szczegółowe pytania o ich życie osobiste.

Tymczasem w gabinecie psychoterapeuty pracującego w nurcie psychodynamicznym pierwsza wizyta ma formę dość swobodnej rozmowy. To pacjent decyduje o tym, co chce powiedzieć psychoterapeucie.

Zależy mi na tym, by osoba, która przychodzi do mnie na pierwszą wizytę, mogła swobodnie opowiedzieć o tym, co przeżywa. Staram się uważnie słuchać, zadając niekiedy dodatkowe pytania, aby jak najlepiej zrozumieć sytuację pacjenta lub pacjentki. Następnie wspólnie zastanawiamy się, czy psychoterapia jest metodą umożliwiającą pomoc w tej sytuacji. Odpowiadam też na wszystkie pytania, np. dotyczące czasu, metody pracy i możliwych efektów psychoterapii.

Jeśli obie strony podejmą decyzję o rozpoczęciu psychoterapii, wówczas podczas pierwszych spotkań, mających charakter konsultacji, zawieramy tak zwany kontrakt psychoterapeutyczny. Oznacza to, że umawiamy się na regularne spotkania, mające określony, wspólny dla pacjenta i psychoterapeuty cel, ustalamy warunki odwoływania sesji i odpłatności, a także określamy warunki kończenia terapii.

Fot. AM

Czym wyróżnia się psychoterapia psychodynamiczna?

Co odróżnia terapię psychodynamiczną od innych znanych nurtów psychoterapii? W przeglądzie badań porównujących techniki terapeutyczne (przede wszystkim krótkoterminową terapię psychodynamiczną oraz terapię poznawczo-behawioralną) psycholodzy Matthew Blagys i Mark Hilsenroth wyróżnili, na podstawie analizy nagrań i zapisów sesji terapeutycznych, siedem najważniejszych cech terapii psychodynamicznej. Wyniki ich analizy opublikowało czasopismo „Clinical Psychology: Science and Practice” w 2000 roku.

psychodynamiczna7cech-3

Zmowa partnerów, czyli czym jest koluzja w związku

Często spotykam pary, które „grają w koluzję”. Co to znaczy? Przede wszystkim wciąż się ranią, mimo że mają dobre intencje, chcą się uszczęśliwiać i kochają się. Charakterystyczna jest powtarzalność. Na przykład jedna strona nieustannie ma pretensje, jest krzykliwa i wybuchowa, druga zaś ucieka w milczenie i wycofuje się, stosując tzw. bierną agresję. W tym układzie od lat nic się nie zmienia.

Dlaczego tak się dzieje? Obie strony czerpią coś z tego związku – potrzebują siebie nawzajem, by zaspokajać swoje dawne, głębokie deficyty emocjonalne i relacyjne, powstałe jeszcze w dzieciństwie. Jak twierdzi psychoanalityk i terapeuta par Jurg Willi, bez „ruszenia z posad” samych podstaw koluzji, czyli momentu wyboru partnera i nieświadomej motywacji tego wyboru (a jej korzeni warto szukać w relacji z pierwszymi opiekunami), raczej nie ma szans na wyjście z impasu. 

Jednym z rodzajów koluzji może być tzw. „koluzja oralna”, jak określa ją Willi, czyli próba odtworzenia w związku symbiotycznej, zawłaszczającej relacji typu matka-dziecko. Jedna strona czuje się bezradna niczym niemowlę i oczekuje od drugiej całkowitego oddania, nieustającej opieki i zaspokajania wszystkich potrzeb. Druga strona zaś odnajduje się w dosłownym i emocjonalnym „karmieniu” partnera, narzucania swoich dążeń do poświęcania się dla niego.

W takim związku może dojść do odtworzenia zawłaszczającej relacji rodzica i dziecka – wtedy, gdy symbioza staje się na tyle groźna, że nie pozwala na jakąkolwiek autonomię. W rzeczywistej koluzji oralnej, jaka może mieć miejsce między matką a dzieckiem, matka wykorzystuje dziecko do zaspokajania własnych potrzeb miłości i bezpieczeństwa. W tym upewnia ją całkowicie oddane, zależne dziecko. Matka czuje się też urażona i sfrustrowana, jeśli małe dziecko nie daje się całkowicie podporządkować i manipulować sobą, lecz walczy o autonomię. Podobnie jest w dorosłych związkach, w których zagościła koluzja – trudno jest partnerom poczuć się autonomicznymi jednostkami. Wydają się zespoleni i uzależnieni od siebie.

Jeszcze inny przykład koluzji przedstawiam w infografice:

WilliKoluzja-5

Czym jest stres mniejszościowy?

BCN034Jak często patrzymy na siebie oczami innych? W jakim stopniu oceniamy to, co mówimy, jak wyglądamy, co robimy i co posiadamy, przez pryzmat tego, co mogą powiedzieć o tym nasi bliscy, współpracownicy, szefowie, sąsiedzi? Jak często niepokoimy się, że nie pasujemy do norm i wartości wyznawanych przez nasze otoczenie? Jak często bycie innym niż reszta, przynależność do mniejszości (etnicznej, religijnej, seksualnej czy np. ze względu na niepełnosprawność) przysparza nam cierpienia i powoduje odrzucenie albo agresję otoczenia?

Zastanawiam się nad tym w kontekście mojej pracy terapeutycznej z osobami LGBTQ+ – lesbijkami, gejami, osobami biseksualnymi, transpłciowymi, queer…, czyli przynależącymi do nieheteronormatywnej mniejszości. Osoby te stają przed wyzwaniem ujawniania tożsamości (coming outu) zarówno przed samymi sobą, jak i przed innymi. To zaś wiąże się z koniecznością zmierzenia się z patologizującym myśleniem o homo-, biseksualności czy transpłciowości. Inaczej mówiąc, każda z tych osób w ciągu swojego życia wielokrotnie pyta samą/samego siebie: „słyszę tak dużo negatywnych opinii o osobach homoseksualnych (biseksualnych, transpłciowych…), czy to znaczy, że jestem kimś gorszym, mniej wartościowym niż inni?”; a także: „czy jeśli zdobędę się na odwagę bycia sobą, nie zostanę odrzucony/odrzucona za to, kim jestem?” oraz: „czy nie spotka mnie coś złego tylko dlatego, że jestem gejem, lesbijką, osobą trans?”.

Zmaganie się z wątpliwościami, zapytywanie o zgodę na bycie sobą, lęk przed agresją i odrzuceniem oznaczają życie w ciągłym stresie. Obawa przed ujawnieniem się może powodować odrzucenie własnej tożsamości, konieczność ukrywania i negowania jej przed sobą i innymi. Osoby LGBT niemal codziennie podejmują walkę o możliwość bycia sobą w niechętnym (często) otoczeniu.

W życiu lesbijki, geja czy osoby transpłciowej, niezależnie od tego, czy podejmie ona decyzję o ujawnieniu swojej tożsamości czy nie, nigdy nie zniknie więc ta specyficzna odmiana stresu. Badacze, zajmujący się już od lat 60. XX w. kondycją osób należących do mniejszości etnicznych, religijnych czy seksualnych, nazwali go „stresem mniejszościowym”, czyli silnym, chronicznie odczuwanym stresem doświadczanym przez osoby należące do dyskryminowanych i prześladowanych grup społecznych.

Na stres mniejszościowy w przypadku osób LGBT składa się szereg zjawisk, w tym:

  • niechęć, odrzucenie, a nierzadko także agresja fizyczna i werbalna ze strony najbliższej rodziny, znajomych
  • agresja, przemoc psychiczna i werbalna (wyzywanie, nękanie) ze strony rówieśników w szkole
  • odrzucenie, napiętnowanie przez społeczność religijną i szersze otoczenie społeczne (np. sąsiadów)
  • homofobiczne komentarze w codziennych sytuacjach (w pracy, w szkole, w przestrzeniach publicznych)
  • nieadekwatne, niechętne, pełne uprzedzenia reakcje ze strony pracowników służby zdrowia (czasem także – wciąż, niestety! – ze strony psychologów, psychiatrów czy pedagogów), pracowników policji, urzędników
  • systemowa dyskryminacja osób LGBT (np. brak prawa do zawarcia związku małżeńskiego z partnerem tej samej płci, brak ochrony prawnej przed dyskryminacją i mową nienawiści, bardzo skomplikowany prawnie proces uzgodnienia płci etc.)
  • trudność z akceptacją własnej orientacji psychoseksualnej lub tożsamości płciowej (uwewnętrzniona homo-, bi- i transfobia).

Liczne badania wykazały, że z powodu tych stresogennych zjawisk osoby LGBT mogą częściej:

  • doświadczać gorszej samooceny
  • podejmować próby samobójcze, okaleczać się
  • nadużywać alkoholu i innych substancji psychoaktywnych
  • cierpieć na stres pourazowy (PTSD) i jego chroniczną odmianę
  • chorować na depresję
  • cierpieć na zaburzenia lękowe.

Bycie „innym” w mało tolerancyjnym społeczeństwie – bycie gejem, lesbijką, osobą transpłciową, a także osobą innego wyznania, innej etniczności czy osobą niepełnosprawną – nie pozostaje więc bez wpływu na samopoczucie danej osoby i jej zdrowie psychiczne.

Z tych powodów praca z osobami LGBT (i przedstawicielami innych mniejszości) wymaga szczególnej wrażliwości i uważności, a także nieustannego aktualizowania i poszerzania swojej wiedzy w tym obszarze. Zagadnienia związane z pomocą psychologiczną dla osób LGBT to rozległy i niezwykle istotny temat, któremu poświęcę pewnie jeszcze niejeden wpis. Bardzo cenną publikacją, która niedawno ukazała się w języku polskim dzięki Kampanii Przeciw Homofobii, jest między innymi „Podręcznik poradnictwa i psychoterapii osób homoseksualnych i biseksualnych” przygotowany przez APA (Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne). Polecam!

Dla osób, które mogą odczuwać konsekwencje stresu mniejszościowego, a także chciałyby przyjrzeć się swoim doświadczeniom związanym z nienormatywną tożsamością w bezpiecznych, przyjaznych warunkach – przygotowaliśmy specjalną ofertę psychoterapii: długoterminową grupę terapeutyczną dla osób LGBTQ. Zapraszamy!

Psychoterapia grupowa – dla kogo może być pomocna?

group-experience

Psychoterapia grupowa jest obecnie bardzo potrzebną i popularną, a także bardzo skuteczną formą pomocy psychologicznej. Według metaanaliz (czyli analiz wielu badań i porównywania ich wyników) taka forma terapii jest niekiedy nawet bardziej skuteczna niż psychoterapia indywidualna (taki rezultat osiągnięto w 25% badań, zaś w pozostałych 75% obie formy terapii były równie skuteczne). Korzystać mogą z niej wszystkie osoby, które są skłonne do analizowania swoich relacji z innymi osobami, są gotowe, by mówić o swoich uczuciach i przeżyciach, a także są skłonne do odbierania i udzielania informacji zwrotnych.

Z badań analizowanych przez Irvina Yaloma i Molyna Leszcza (2006) wynika, że psychoterapia grupowa może okazać się bardzo korzystna dla wszystkich osób, które przeżywają rozmaite trudności emocjonalne, cierpią na tzw. objawy nerwicowe, mają trudności w bliskich relacjach, doświadczyły cierpienia w bliskich relacjach (np. nadużycia, przemoc, rodzina dysfunkcyjna), cierpią z powodu lęku czy obniżonego lub chwiejnego poczucia własnej wartości.

W wyjątkowych sytuacjach pacjenci mogą jednak więcej skorzystać z psychoterapii indywidualnej niż z terapii grupowej, np. w przypadku głębokiej depresji i tendencji samobójczych lub w przypadku aktywnego uzależnienia od substancji psychoaktywnych. Psychoterapia grupowa nie jest wskazana w przypadku ostrej, aktywnej psychozy, a także jeśli osoba ma tendencje psychopatyczne. We wszystkich innych sytuacjach, jeśli osoba jest zmotywowana do pracy w grupie, taka terapia najczęściej okazuje się bardzo korzystna.

————

Obecnie prowadzimy nabór do dwuletniej grupy terapeutycznej dla osób zmagających się z problemami nerwicowymi i depresyjnymi. Spotkania grupy będą odbywały się raz w tygodniu, wieczorem (90 minut) w poradni Help-Medical w centrum Warszawy. Początek grupy planowany jest na styczeń/luty 2018 r. Grupę będą prowadzić dwie psychoterapeutki: Anna Mach oraz Ilona Borucka. 

Zainteresowane osoby zapraszamy do kontaktu bezpośrednio – Anna Mach tel. 505 979 144, Ilona Borucka tel. 507 749 470, lub poprzez recepcję poradni Help-Medical przy ul. Marszałkowskiej 58 lok. 56, pod numerem tel. 732 877 004. 

Stany lękowe i depresja

Stany lękowe i depresyjne to jedne z najczęstszych powodów zgłoszenia się na konsultację do psychoterapeuty. Czasem występują jednocześnie, a wtedy stanowią tym większy ciężar dla osoby zmagającej się z tymi objawami. Jak przejawiają się takie stany, co powoduje ich współwystępowanie oraz jaką pomoc proponujemy w gabinetach psychoterapeutyczno-psychiatrycznych w takich sytuacjach?

Lęk jest naturalnym elementem naszego życia – kiedy się czegoś boimy, jest to dla nas ważna informacja, sygnał alarmowy informujący o zagrożeniu. Czasem jednak pojawia się w sytuacjach, które nie powinny – obiektywnie – wzbudzić strachu. Towarzyszy nam wówczas zbyt często i poważnie zakłóca nasze funkcjonowanie.

Nadmiarowe, powodujące dyskomfort stany lękowe przeważnie najpierw objawiają się w ciele, pod postacią dolegliwości somatycznych, np. kołatania serca, bólu w klatce piersiowej, osłabienia, bólu głowy, problemów żołądkowych i jelitowych. Lęki mogą również powodować unikanie lub zaniechanie ważnej aktywności, np. gdy boimy się wyjść do szkoły, pójść na rozmowę o pracę czy umówić się na randkę i w efekcie odczuwanego niepokoju rezygnujemy z aktywności, tracąc coś ważnego dla nas.

Bardzo często bywa też, że lęk towarzyszy depresji. Obniżony nastrój współwystępuje zazwyczaj z lękiem przed kontaktami z innymi ludźmi, powoduje wycofywanie się z relacji i wzmaga lękowe reakcje związane z codziennymi wyzwaniami. Częstym komponentem depresji jest też poczucie winy i niskie poczucie własnej wartości – im poważniejszy stan, tym silniejsze mogą być lęki przed karą, przed ujawnieniem winy, słabości czy gorszości. Lęk w przebiegu depresji powoduje nasilenie się myśli rezygnacyjnych i tzw. ruminacje, czyli obsesyjne myśli dotyczące np. własnej niedoskonałości, grzeszności, bezradności i nieudolności, braku nadziei na poprawę… Depresja ze stanami lękowymi może także stanowić reakcję na chorobę somatyczną. Wówczas źródłem odczuwanego niepokoju są przede wszystkim myśli o śmierci czy niemożność pogodzenia się z utratą zdrowia lub sprawności.

Lęk może stanowić również maskę depresji – objawem najbardziej widocznym jest wówczas rozdrażnienie, niepokój, bezsenność, zamartwianie się, myśli o czekającej katastrofie, nie zaś obniżony nastrój. Pacjent nie mówi wówczas o smutku czy apatii, lecz skarży się przede wszystkim na dolegliwości somatyczne, bezsenność czy natrętne, niechciane myśli i zamartwianie się. Depresja z lękiem współwystępuje bardzo często u osób starszych, ale też u dzieci i nastolatków, u których pierwszym sygnałem depresji bywają lęki społeczne, rozdrażnienie, bóle głowy czy brzucha.

Stany lękowe w przebiegu depresji mogą nasilić myśli samobójcze i zwiększyć ryzyko popełnienia samobójstwa. Między innymi z tego powodu lekarze psychiatrzy uważają, że depresja ze stanami lękowymi to jej najcięższa postać. Z kolei przewlekłą, lecz łagodniejszą postać depresji z towarzyszącymi jej stanami lękowymi i rozdrażnieniem dziś klasyfikuje się jako dystymię.

Jaką pomoc najczęściej proponuje się osobom zmagającym się ze stanami lękowymi i depresyjnymi?

Stany lękowe towarzyszące depresji najczęściej leczy się za pomocą psychoterapii. Jeśli są bardziej nasilone, wówczas zaleca się także farmakoterapię – najczęściej lekarze przepisują wówczas leki przeciwdepresyjne (np. z grupy SSRI, inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny, które często mają komponent przeciwlękowy). Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkie leki z tej grupy będą dobre w leczeniu depresji z towarzyszącym lękiem, a niektóre mają działanie bardziej „pobudzające” i mogą wzmagać niepokój – dlatego bardzo ważne jest, aby podczas wizyty u specjalisty dokładnie opisać wszystkie objawy.

W przypadku lęków społecznych, objawiających się wzmożonym napięciem, drażliwością lub wycofywaniem się z kontaktów z innymi osobami, pomocna jest też psychoterapia grupowa. Takie poważne trudności, czyli mieszane stany lękowe i depresyjne, często mają podłoże w bliskich relacjach z pierwszymi opiekunami – psychoterapia nakierowana na naprawianie relacji, na rozumienie przyczyn oraz mechanizmów wzmagających lęk i powodujących obniżony nastrój, może okazać się więc szczególnie korzystna. Przy okazji grupa terapeutyczna umożliwia doświadczanie pozytywnych, bliskich relacji oraz stanowi źródło wsparcia także w bieżących problemach.

Ilustracja: David Marcu, unsplash.com

Kim są psycholog, psychiatra, psychoterapeuta, psychoanalityk?

W celu diagnozy osobowości, konsultacji lub uzyskania krótkoterminowego wsparcia warto udać się do psychologa. Jeśli podejrzewamy, że cierpimy na depresję, chorobę afektywną dwubiegunową, zaburzenia psychotyczne lub nasze dolegliwości doskwierają nam na tyle, że mocno zakłócają nasze funkcjonowanie i nie jesteśmy w stanie np. chodzić do pracy, wówczas warto udać się do lekarza psychiatry.

Jeśli czujemy, że cierpienie jest duże, ale poradzimy sobie bez farmakoterapii, wówczas „metodą z wyboru” jest psychoterapia. Zdarza się też, że to lekarz psychiatra kieruje pacjenta lub pacjentkę na psychoterapię, wierząc, że dzięki połączeniu farmakoterapii i psychoterapii leczenie przyniesie znacznie większą i długoterminową korzyść.

O tym, kto może potrzebować psychoterapii, pisałam tutaj. O tym, w jakich sytuacjach psychoterapia indywidualna może okazać się szczególnie pomocna, można przeczytać tutaj. Z kolei artykuł o psychoterapii grupowej psychoanalitycznej znajduje się tutaj.

W infografice przedstawiam skrótowo, jakie wykształcenie i kompetencje mają osoby pełniące zawód psychologa, psychiatry, psychoterapeuty i psychoanalityka.

kimsa-3

Co to jest superwizja?

therapist-client-2Z perspektywy czasu coraz trudniej mi wyobrazić sobie własną praktykę terapeutyczną bez superwizji. Superwizje nie tylko pomagają mi spojrzeć szerzej i dostrzec więcej niuansów w kontekście pracy z danym pacjentem lub pacjentką. Często superwizor jest osobą, która przede wszystkim dobrze rozumie, z własnego doświadczenia, specyfikę pracy psychoterapeuty i może udzielić wsparcia – zwłaszcza wtedy, gdy zdarzają się w naszej pracy sytuacje trudne, obciążające emocjonalnie, budzące wątpliwości.

A zatem co to jest superwizja, kim jest superwizor, i dlaczego jest to ważne, by pracować pod superwizją?

Superwizja to regularne spotkania psychoterapeuty ze specjalistą znacznie bardziej doświadczonym, posiadającym specjalne kwalifikacje – certyfikat superwizora. Spotkania te służą zapewnieniu jak najwyższej jakości usług terapeutycznych, pomagają terapeucie lepiej wspierać pacjentów. Psychoterapeuta podczas superwizji omawia swoją pracę terapeutyczną, rozważa własne odczucia czy obawy dotyczące procesu psychoterapii. Superwizja pozwala też zweryfikować hipotezy dotyczące przyczyn i charakteru trudności, z jakimi pacjent lub pacjentka zgłaszają się do gabinetu psychoterapeuty. Dzięki udziałowi w superwizji praca terapeuty podlega stałej kontroli (supervision w dosłownym tłumaczeniu oznacza nadzór), ale też psychoterapeuta otrzymuje cenne wsparcie i zrozumienie. Z superwizji powinni korzystać wszyscy terapeuci, nie tylko w okresie szkolenia.

Zdarzało się, że moi pacjenci niepokoili się, że superwizja w jakimś stopniu zagraża poufności naszych spotkań. W procesie superwizji najważniejsze jest – tak samo jak podczas spotkań psychoterapeuty z pacjentem – przestrzeganie zasad etyki zawodowej. Superwizor nie ma dostępu do danych osobowych pacjentów, nie zna ich personaliów ani innych danych pozwalających zidentyfikować pacjenta lub pacjentkę. Tak jak wszystkich psychoterapeutów również superwizora obowiązuje tajemnica zawodowa.

Kiedy pierwszy raz wybieramy się do terapeuty, warto sprawdzić, jakie ma wykształcenie i kwalifikacje do prowadzenia psychoterapii, ale także to, czy pracuje pod superwizją. To dla nas ważna informacja i zapewnienie o tym, że trafimy do specjalisty, dla którego najważniejsze jest dobro pacjenta oraz jak najwyższa jakość prowadzonej terapii.

Ilustracja: Guy Shennan