Kryzysy w psychoterapii

Myśl o psychoterapii daje nadzieję. Jeszcze zanim znajdziemy się w gabinecie psychoterapeuty, taka myśl wspiera nas i motywuje. Choć początek procesu psychoterapii jest zazwyczaj okupiony dużym lękiem i niepewnością, dość szybko (zazwyczaj) czujemy się na tyle dobrze, że nie mamy wcale ochoty wychodzić po 50 minutach, a kolejnej wizyty wyczekujemy raczej z nadzieją niż niechęcią. Zdarza się, że początek psychoterapii to stan pełen optymizmu, czasami nawet nieco euforyczny. Nie jest wcale rzadkością idealizacja terapeuty_terapeutki na tym etapie.

Proces terapeutyczny nie przebiega jednak w sposób linearny. Choć takie mogą być nasze oczekiwania, okazuje się, że nie tylko pniemy się w górę ku coraz lepszemu samopoczuciu i funkcjonowaniu. Na etapie, kiedy praca terapeutyczna zaczyna sięgać głębiej, może nastąpić pogorszenie. Dzieje się to wtedy, gdy pacjent_pacjentka rozpoczyna proces przemiany wewnętrznych mechanizmów psychologicznych, stanowiących sedno jej_jego problemów.

Z czego wynika to, że nagle znów czujemy się gorzej albo znacznie gorzej?

Oto najważniejsze przyczyny kryzysów, które mogą pojawić się w trakcie psychoterapii:

  • Opór przed zmianą życiową – naturalne jest, że odczuwamy lęk przed zmianą. Co się wydarzy, jeśli zrezygnujemy z tego, co do tej pory „działało” (czyli np. z zestawu objawów lub z destrukcyjnych dla nas mechanizmów obronnych)? Paradoksalnie lęk może się nasilać wtedy, gdy proces psychoterapeutyczny zaczyna sięgać głębiej, do źródeł naszych problemów. Może się to wydawać paradoksem, ale dość często słyszę od pacjentów: „Lubię swoje objawy. Dają mi one poczucie kontroli”. Albo: „Spróbowałem czegoś nowego i wcale nie jest lepiej. Chcę wrócić do tego, co było”.
  • W samej relacji z terapeutą_terapeutką pojawia się przeniesienie. Oznacza to, że zaczynamy żywić do terapeuty (lub do grupy, jeśli jest to terapia grupowa) różne intensywne uczucia. Kiedy relacja z terapeutą staje się dla nas ważna, zaczynamy silniej reagować. Na przykład złościmy się na psychoterapeutę jak na matkę, która „nigdy nas nie rozumiała”, boimy się jej_jego jak ojca, który był bardzo surowy, lękamy się opuszczenia, jeśli mieliśmy takie doświadczenia we wczesnych etapach życia, jesteśmy zazdrośni itp. W miarę gdy w psychoterapii pogłębia się praca – te uczucia mogą być nawet bardzo intensywne, wręcz przytłaczające. I pragniemy jak najszybciej od nich uciec…
  • Doświadczenia traumatyczne – rozmowa na ich temat z terapeutą lub grupą może wzbudzić bardzo intensywne emocje, a nawet wywołać objawy potraumatyczne. Jeśli przedmiotem rozmów z terapeutą są takie doświadczenia, jak np.: przemoc, nadużycia seksualne, nagłe utraty ważnych osób, wypadki, wówczas mogą pojawić się koszmary senne, „wtargnięcia”, czyli obrazy zdarzeń traumatycznych, silny lęk, ataki paniki, uczucie „oderwania od rzeczywistości” itp. To bardzo trudny moment terapii, dlatego dobrze by było, aby pacjent_tka wiedział_a, że takie objawy mogą się pojawić. Czasami zdarza się, że o tych najtrudniejszych przeżyciach rozmawiamy dopiero po jakimś czasie, na późniejszym etapie terapii, wtedy, gdy pacjent_tka poczuje się gotowy.

Kryzys w psychoterapii może wzbudzić chęć jej przerwania. Możemy poczuć wtedy, że nie mamy siły na tak intensywne emocje. Sprawy, o których zaczęliśmy rozmawiać na terapii, są zbyt przygnębiające, a silne emocje przeszkadzają nam na co dzień. Co więcej – trudno porzucić stare nawyki i objawy, z którymi nie rozstawaliśmy się przecież zazwyczaj całymi latami. Wtedy możemy poczuć, że psychoterapia nie ma już większego sensu – nie pomaga nam tak, jak sobie wyobrażaliśmy, nie spełnia oczekiwań.

Tymczasem wszystkie wspomniane emocje oraz myśli o porzuceniu terapii są naturalną częścią jej procesu. Zachęcam do tego, by zawsze o takich myślach i uczuciach rozmawiać ze swoim terapeutą. Przepracowanie kryzysu może stać się jednym z najważniejszych osiągnięć w trakcie psychoterapii, bo dzięki temu także w naszym życiu, w bliskich relacjach i różnych trudnych momentach będziemy w stanie inaczej podchodzić do stanów załamania i radzić sobie z nimi w nowy, zdrowszy sposób.

Jeśli zainteresował Cię ten temat, polecam także lekturę artykułu o tym, w jaki sposób psychoterapia w ogóle działa, co jest „leczącego” w procesie psychoterapii? 

Zachęcam też do lektury artykułu o charakterystycznych cechach psychoterapii psychodynamicznej oraz o możliwym czasie trwania psychoterapii.

Ilustracja: David Hockney, portret Christophera Isherwooda i Dona Bachardy’ego z 1968 r.

Kontrakt terapeutyczny

Kontrakt terapeutyczny to wspólne ustalenia pacjenta_tki i psychoterapeuty_tki dotyczące przede wszystkim warunków psychoterapii, jej celu, możliwych efektów oraz metody terapeutycznej. Takie wspólne ustalenia są niezwykle ważne, wręcz niezbędne do tego, by praca terapeutyczna mogła zaistnieć. Kontrakt jest też zawsze indywidualnie dostosowany do potrzeb konkretnego pacjenta_tki. Samo określenie „kontrakt” brzmi nieco formalnie, kojarzy się z umową czy regulaminem – z tego powodu słowo „kontrakt” może zaskakiwać, zwłaszcza jeśli przychodzimy do terapeuty po raz pierwszy. W tym artykule opowiadam o treści oraz znaczeniu kontraktu, o różnych jego wariantach oraz okolicznościach wymagających aktualizacji czy zmiany kontraktu.

Kiedy zawierany jest kontrakt terapeutyczny? 

Psychoterapeuta powinien zadbać o ustalenie kontraktu terapeutycznego w ciągu kilku pierwszych konsultacji. W mojej praktyce najczęściej dzieje się to między trzecią a piątą sesją. Myślę, że pośpiech nie jest dobry w tak ważnej sprawie, jaką jest psychoterapia. Dlatego jeśli trzeba, poświęcam więcej czasu na konsultacje, zanim umówimy się na psychoterapię, i spokojnie oraz jak najbardziej wyczerpująco staram się odpowiedzieć na wszelkie pytania dotyczące metody pracy, wstępnej diagnozy itp. Zazwyczaj też na początku informuję o tym, że pierwsze sesje mają charakter konsultacji, a następnie – jeśli po obu stronach będzie chęć kontynuowania wspólnej pracy – porozmawiamy o kontrakcie terapeutycznym, czyli warunkach odbywania psychoterapii.

Podobnie dzieje się w przypadku kontraktu terapeutycznego w psychoterapii grupowej – jeśli praca grupowa będzie krótkoterminowa, wówczas początek pierwszej sesji grupy najczęściej dotyczy właśnie kontraktu. W przypadku pracy długoterminowej może to zająć więcej czasu, wtedy też najczęściej uczestnicy rozmawiają z terapeutą_tami o kontrakcie już podczas wstępnych konsultacji indywidualnych.

W jaki sposób zawierany jest kontrakt terapeutyczny? 

Kontrakt terapeutyczny może zostać zawarty na dwa sposoby – ustnie, podczas sesji z terapeutą, czyli w formie rozmowy. W tej sytuacji ważne jest, aby psychoterapeuta_tka dopytał_a, czy wszystko jest zrozumiałe i czy na pewno pacjent_tka zgadza się na te warunki. Czasem warto zostawić czas do namysłu. Może to być nawet kilka spotkań poświęconych przede wszystkim kontraktowi. Podobnie dzieje się, kiedy warunki pracy się zmieniają. Na przykład terapeuta zmienia miejsce pracy, zmienia dni i godziny pracy, podnosi stawkę, lub kiedy pojawiają się nowe okoliczności po stronie pacjenta_tki – np. jego sytuacja zawodowa się zmienia. Wtedy dochodzi do uaktualnienia kontraktu – czyli omawiamy zmienione warunki pracy, upewniamy się, że dodatkowe ustalenia są zrozumiałe i że pacjent_tka zgadza się na nie.

Kontrakt może być także ustalony pisemnie – wtedy terapeuta spisuje najważniejsze zasady, omawia je z pacjentem lub pacjentką, wprowadza ewentualne poprawki zgodnie z ustaleniami, i obie strony go podpisują. Spisanie kontraktu jest dość wygodną formą, ponieważ umożliwia jednocześnie podanie wszystkich informacji, takich jak adres, telefon, numer konta, numer telefonu do bliskiej osoby w razie zagrożenia życia/zdrowia, terminy i częstotliwość odbywania sesji, warunki kończenia terapii itp. Czasami psychoterapeutka_ta może poprosić również o zgodę na kontaktowanie się z lekarzem prowadzącym.

Co zawiera kontrakt terapeutyczny?

Najważniejsze, stałe elementy kontraktu to:

1. Świadoma zgoda na wspólną pracę. Jest niezwykle istotna. Praca psychoterapeutyczna nie może odbywać się pod wpływem nacisków rodziny, lekarza czy innych osób. Motywacja do terapii to złożona sprawa i czasem ambiwalentne uczucia wobec psychoterapii nie opuszczają pacjentów przez dłuższy czas, jednak podstawowa świadoma zgoda pacjenta_tki musi być wyrażona. Terapeuta powinien dobrze upewnić się co do świadomej decyzji pacjentki_ta w tej sprawie, także jeśli jest to osoba poniżej 18. r.ż. W przypadku pacjentów nastoletnich i młodszych oczywiście potrzebna jest także zgoda rodzica (opiekuna prawnego), ale jego zgoda nie wystarczy. To wyłącznie pacjent_tka jest tutaj osobą, która podejmuje decyzję o rozpoczęciu psychoterapii.

2. Omówienie zasady poufności i wszelkich możliwych wyjątków od tej zasady. Na przykład warto powiedzieć pacjentowi_pacjentce, że superwizujemy naszą pracę terapeutyczną i co to oznacza dla zasady poufności. Czasami podczas superwizji ujawniam treść sesji terapeutycznych, ale nigdy nie ujawniam danych osobowych pacjentów. Nigdy nie ujawniam też informacji o pacjentach innym osobom, np. w celach edukacyjnych, kiedy dzielę się swoim doświadczeniem, podczas szkoleń, warsztatów, seminariów, w taki sposób, aby możliwa była identyfikacja pacjenta_tki. Podczas zawierania kontraktu informuję też o tym, że wyjątkiem od zasady poufności jest sytuacja bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia (kiedy np. trzeba zadzwonić po pogotowie albo poinformować o zagrożeniu bliską osobę).

3. Ustalenie warunków odbywania psychoterapii. Ważne jest omówienie częstotliwości sesji, czasu trwania terapii, dokładne ustalenie zasad odpłatności – np. czy pacjent_tka płaci za sesje, na które nie przychodzi z powodu choroby albo podczas urlopu? (co zazwyczaj jest zależne od miejsca, w którym pracujemy – czy jest to nasz własny gabinet, czy też prywatna poradnia, która pobiera opłaty na recepcji, czy też publiczna służba zdrowia, gdzie pacjent odbywa swoją terapię w ramach ubezpieczenia zdrowotnego). Proszę też pacjentów o uprzedzanie o ewentualnych spóźnieniach, omawiam możliwości przekładania sesji na inne dni i godziny itp.

4. Ustalenie celu psychoterapii. Podejrzewam, że podczas zawierania kontraktu ten temat nie jest nigdy do końca zamknięty, ponieważ w trakcie pracy terapeutycznej pojawiają się nowe wątki, zatem szczegółowe cele psychoterapii mogą podlegać zmianom. Ważne jest jednak, aby zasadniczy cel był jasny dla obu stron. Na przykład – pacjent zgłasza się na terapię, ponieważ cierpi na depresję. Rozmawiamy o tym, co możemy osiągnąć dzięki terapii oraz na czym będzie polegała nasza wspólna praca. Rozmawiamy też o tym, jakich efektów możemy się spodziewać – co się może wydarzyć i w jakim czasie, a co raczej nie będzie możliwe. Ustalamy kwestie związane z farmakoterapią, jeśli osoba chorująca na depresję jest także pod opieką lekarza psychiatry. Przykład osoby cierpiącej z powodu zaburzeń nastroju jest jednak dość oczywisty, tutaj rzadko mamy odmienne zdanie co do celu terapii. Może się natomiast okazać, że ktoś przychodzi do psychoterapeuty po pomoc, której nie może od nas uzyskać – np. swój problem definiuje w ten sposób, że oczekuje, abyśmy zmienili jego partnera czy rodzica. Nie mamy takiej mocy. Albo w sytuacji, gdy jest to osoba nieheteroseksualna, niepogodzona ze swoją orientacją psychoseksualną, która chciałaby, aby pomoc specjalistyczna dotyczyła zmiany orientacji na heteroseksualną. To również nie jest możliwe. Podejmując się takiej terapii, złamałabym zasady etyczne, działałabym wbrew aktualnej wiedzy i wbrew wytycznym zarówno polskich, jak i światowych towarzystw zajmujących się kodyfikacją pracy psychologów i psychoterapeutów. Jeżeli nie udałoby się przeformułować celu psychoterapii z tym pacjentem_tką, wówczas kontrakt nie mógłby być zawarty.

5. Omówienie metody pracy oraz możliwych efektów leczenia. To bardzo ważny punkt kontraktu, ponieważ każdy psychoterapeuta pracuje określonymi metodami. Jeśli pacjent_tka miał_a wcześniej doświadczenie terapii w innym nurcie, to metoda pracy obecnego terapeuty może powodować jego zdziwienie i przez to zwiększać jego_jej niepokój wokół tego, co dzieje się podczas sesji. Rozmowa o metodzie pracy służy zwiększeniu poczucia bezpieczeństwa u pacjentów, a także wzmacnianiu „roboczego porozumienia” – czyli gotowości do wspólnej pracy. Pomaga też w zorientowaniu się, jakie wcześniejsze doświadczenia w zakresie pomocy psychologicznej (jeśli pacjent_tka miał takie) były pomocne, a jakie okazywały się mniej korzystne. W przypadku terapii psychodynamicznej, kiedy staramy się dotrzeć do przyczyn obecnych trudności i mechanizmów, które je podtrzymują, powinniśmy szczególnie zwrócić uwagę na gotowość pacjentów do takiej pogłębionej pracy nad ich przeżyciami obecnymi i przeszłymi. Może się okazać, że to nie jest to, czego oczekuje i na co jest gotowy_a pacjent_tka, i wówczas warto porozmawiać o innych formach pomocy, którą pacjent_tka może uzyskać już poza naszym gabinetem (np. farmakoterapia, psychoterapia w innym nurcie terapeutycznym, itp.).

6. Ustalenie warunków kończenia terapii. Kończenie terapii to sprawa zawsze bardzo indywidualna – każdy pacjent_tka potrzebuje innego kontraktu terapeutycznego, także jeśli chodzi o czas trwania terapii. Dlatego podczas rozpoczynania terapii wyjaśniam pacjentom, że choć mam pewne wyobrażenie na temat tego, ile czasu może potrwać nasza praca, to nie jestem w stanie podać dokładnego momentu zakończenia pełnego procesu psychoterapii. Ale możemy też umawiać się na konkretny czas pracy i ustalać dokładny termin jej zakończenia. W niektórych sytuacjach taka umowa może być nawet korzystniejsza – tzn. umawiamy się np. na trzy miesiące pracy nad konkretnym celem i sprawdzamy, na ile psychoterapia przynosi efekty. Możemy wówczas dać sobie prawo do przedłużenia kontraktu. Czasem instytucja, w której pracujemy, odgórnie wyznacza czas terapii, i wtedy maksymalna liczba sesji jest z góry ustalona (np. w związku z kontraktem z NFZ albo z czasem pobytu pacjenta na oddziale, jeśli psychoterapia odbywa się w szpitalu). Czasami pacjent_tka zgłasza się nie na psychoterapię, lecz na interwencję kryzysową – na pracę w bardzo ograniczonym czasie nad bieżącą sprawą. Wtedy czas pracy terapeutycznej może ograniczyć się nawet do kilku lub kilkunastu sesji. W każdej z tych sytuacji warto określić, jak będziemy kończyć terapię – ja zazwyczaj umawiam się z pacjentami na trzy kończące sesje. Czyli od momentu podjęcia decyzji, że kończymy pracę (jeśli nie jest to określone od razu), spotykamy się jeszcze co najmniej trzy razy, aby domknąć cały proces i „uzbroić” pacjenta_tkę w możliwie wiele narzędzi do radzenia sobie bez terapii.

7. Procedury awaryjne. Czasami kontrakt terapeutyczny zawiera także ustalenie procedury na wypadek nasilających się myśli samobójczych lub zamiarów samobójczych. Ten punkt dotyczy także pacjentek_tów, którzy podejmują działania przeciw sobie, samouszkadzające lub w inny sposób narażające na utratę zdrowia lub życia. W mojej praktyce dotyczy to np. pacjentek_ów z zaburzeniami odżywiania się, których życie bywa zagrożone z powodu wyniszczenia organizmu i zbyt niskiej masy ciała. Wówczas w kontrakcie zawieramy np. ustalenia dotyczące współpracy z lekarzem prowadzącym, zgłaszania się po pomoc lekarską w przypadku nagłych zdarzeń takich jak omdlenia, itp. Ustalając kontrakt, warto poinformować pacjentów o sytuacjach, w których terapeuta może odmówić dalszej pracy terapeutycznej. Terapeuta może zakończyć współpracę na przykład w przypadku, gdy uzna, że jego kompetencje nie są wystarczające, by odpowiednio pomóc danej osobie.

Warto pamiętać o tym, że zarówno pacjent, jak i terapeuta są współodpowiedzialni za postępy w terapii. Skuteczna psychoterapia jest możliwa tylko dzięki zaangażowaniu i dobrej współpracy obu stron.

Jednocześnie to na terapeucie jako specjaliście spoczywa szereg obowiązków – np. obowiązek zadbania o odpowiednie warunki terapii i o bezpieczeństwo pacjenta_tki. Zapewnieniu bezpieczeństwa między innymi służy kontrakt terapeutyczny, choć niektóre jego punkty mogą też budzić zupełnie inne emocje, wątpliwości, niepokoje czy nawet złość. Dlatego jest tak ważne, by podczas psychoterapii rozmawiać o wszystkich kwestiach związanych z kontraktem, które pojawiają się w międzyczasie – one wszystkie mogą stanowić wyraz emocji przeżywanych w terapii (np. naruszenia kontraktu ze strony pacjenta_tki).

Inne zagadnienia pomocne w rozumieniu kontraktu psychoterapeutycznego omawiam między innymi w tych wpisach:

  • Jak działa psychoterapia? Tutaj omawiam najważniejsze czynniki leczące w psychoterapii.
  • Ile czasu trwa psychoterapia? W tym miejscu opisuję dość prosty „algorytm”, który może pomóc odpowiedzieć na pytanie, ile czasu może potrwać moja psychoterapia.
  • Etyka zawodowa psychologa i psychoterapeuty. Etyka zawodowa to bardzo ważna część pracy terapeutycznej. W tym wpisie przedstawiam najważniejsze elementy etyki zawodowej, którą kieruję się w swojej pracy. Podaję także zewnętrzne linki do kodeksów etycznych, które mnie obowiązują. W kodeksach etycznych m.in. jest mowa o konieczności ustalania kontraktu.
  • 12 cech dobrego terapeuty. Tutaj w przystępnej formie infografiki przedstawiam cechy, po których pacjent_tka może poznać, że trafił_a do dobrego terapeuty. Między innymi taką cechą jest dbanie o dobre przymierze terapeutyczne.
  • Czym wyróżnia się psychoterapia psychodynamiczna? Ten wpis, także w formie infografiki, przedstawia charakterystyczne elementy psychoterapii prowadzonej w nurcie psychodynamicznym.
  • Co to jest superwizja? W tym artykule odpowiadam na pytanie, kim jest superwizor, jak wyglądają superwizje i dlaczego są tak bardzo ważne w pracy terapeutycznej.

Zapraszam do lektury 🙂

 

Kiedy chcemy „ulepszyć” partnera… czyli efekt Pigmaliona

kissingmagritte-hangupCzęste przekonanie o konieczności przyjmowania odpowiedzialności za poczucie szczęścia partnera lub partnerki (mit #1), o którym pisałam poprzednio, ma też swoją drugą stronę. To Efekt Pigmaliona, czyli sytuacja, gdy jedna osoba w związku odczuwa misję „naprawiania” i „ulepszania” partnera / partnerki – pokazywania bliskiej osobie, jaka „powinna” być. Oto kolejny mit na temat dobrego związku:

MIT #2 Muszę dokładać wszelkich starań, aby partner stawał się lepszy

Ktoś może pomyśleć, że wiążąc się z daną osobą, nie tylko uzdrowi ją, ale i ulepszy, udoskonali i zmieni w „nowego, lepszego człowieka”. Znam pewne małżeństwo, w którym on nigdy nie był zbyt skłonny do utrzymywania idealnej czystości i porządku w swoich rzeczach, nie zwracał też szczególnej uwagi na wygląd i ubiór. Dobrze czuł się w atmosferze „twórczego chaosu”, zwłaszcza gdy pochłaniała go praca nad kolejnym, fascynującym projektem naukowym. W takich chwilach lubił też pracować do późnych godzin nocnych, nawet kosztem krótszego snu i konieczności wzmacniania się kilkoma filiżankami kawy następnego ranka. Ona zaś wyniosła z domu przekonanie, że bez uprasowanych i posegregowanych pod kolor koszul i skarpet dom zatonie w bałaganie, a krótszy o dwie godziny sen na dobre zrujnuje zdrowie człowiekowi.

Żona bezskutecznie walczyła z mężem o to, by „dla własnego dobra” nie przegapiał idealnej pory snu, by nie pił zbyt dużo kawy, zdrowiej się odżywiał. Mocno przekonana o tym, że bez joggingu i jogi nie można być szczęśliwym, dokuczała mu z powodu kilku kilogramów nadwagi. Niemal codziennie komentowała jego niedoskonale dopasowany ubiór, złoszcząc się coraz intensywniej, gdy koszulę w kratkę założył do garnituru w paski. Gdy pewnego dnia na ważną konferencję wyszedł w niewyprasowanej koszuli (w dodatku jej zdaniem krawat nie do końca pasował kolorem do butów), jeszcze przez kilka miesięcy słyszał złośliwe komentarze na ten temat. „Mój ty łachmaniarzu”, mówiła do niego „czule”. Czerpała przy tym sporą dozę satysfakcji z pokazywania i udowadniania mężowi, jakie zmiany powinien wprowadzić do swojego życia. Czuła się dobrze w roli tej, która wie lepiej, jaki on tak naprawdę powinien być. Jak można się domyślić, trudno było mu znieść taki stan, gdy w najważniejszej i najbliższej relacji z drugą osobą nie był szanowany i akceptowany.

Pomysł na „ulepszanie” i niwelowanie rzekomych „wad” partnera lub partnerki nigdy nie kończy się dla pary dobrze. Znany psycholog Arnold Lazarus podsumowuje to w ten sposób: „Arogancję tych, którzy uważają, że ich pogląd na świat jest jedynym właściwym, przebijają tylko ci, którzy próbują zmusić innych do przyjęcia własnego punktu widzenia”. A to niestety oznacza dla związku gehennę ciągłych konfliktów i frustracji.

Najszczęśliwsze związki to te, w których każdy z partnerów bierze odpowiedzialność za własne szczęście i poczucie spełnienia w życiu. To, co jest najbardziej potrzebne tej dwójce osób, to okazanie wzajemnego szacunku, akceptacji dla wyborów partnera / partnerki oraz zgoda na to, że dwie dorosłe osoby mogą się od siebie różnić i jednocześnie być ze sobą blisko. Powodzenia!

Ilustracja: Joe Webb (joewebbart.com)

Bibliografia:

A. A. Lazarus, Mity na temat małżeństwa. O powszechnych przekonaniach, które niszczą związek. Wydawnictwo GWP, Gdańsk 2002.

Anoreksja i bulimia – jak bliscy mogą pomóc?

bulimia-pic1Zaburzenia odżywiania się to poważne zaburzenia emocjonalne, najczęściej o przewlekłym przebiegu, obciążone dużym ryzykiem śmierci – przede wszystkim z powodu wyniszczenia organizmu oraz dużego odsetka samobójstw.

Podłoże tych zaburzeń jest bio-psycho-społeczne, to znaczy z jednej strony związane z podatnością biologiczną, a z drugiej strony z czynnikami osobowościowymi i kulturowymi.

Głównym objawem anoreksji i bulimii jest specyficzny stosunek do jedzenia. Osoby chorujące miewają uporczywe myśli na temat jedzenia oraz konieczności uniknięcia przytycia. Głęboko uwewnętrzniają przekaz kulturowy dotyczący szczupłości i szybko tracą kontrolę nad aktywnościami związanymi z zapobieganiem przybieraniu na wadze, takimi jak prowokowanie wymiotów czy ćwiczenia fizyczne. Są to często osoby wrażliwe na krytykę, ale też przekonane o swojej racji; niezwykle utalentowane, osiągające sukcesy, ale jednocześnie z bardzo kruchą samooceną, niezadowolone z siebie. Dlatego kluczem do zdrowienia w przypadku zaburzeń jedzenia jest skupienie się na emocjach i bliskich relacjach, a niekoniecznie tylko na jedzeniu i masie ciała.

Jak osoby bliskie mogą wspierać proces zdrowienia?

Początek zaburzeń jedzenia często przypada na okres dojrzewania i wczesną dorosłość. Z tego względu wsparcie rodziny i bliskich osób oraz dobra współpraca rodzin ze specjalistami jest niezwykle ważna w powrocie do zdrowia.

Na podstawie własnych doświadczeń klinicznych, rozmów z pacjentkami i ich rodzinami, ale także historii spisanych przez rodziny, opracowałam najważniejsze wskazówki dla bliskich:

  1. Nie obwiniaj się, że Twoje dziecko (lub inna bliska osoba) zachorowało. Przyczyny zaburzeń jedzenia są złożone. Jednak na etapie leczenia wiele zależy od Ciebie. Swoim zaangażowaniem możesz bardzo pomóc!
  2. Staraj się słuchać uważnie, co mówi chorująca na anoreksję lub bulimię osoba. Jeśli mówi, że źle się czuje, zapytaj, czego od Ciebie potrzebuje? Jeśli mówi, że nienawidzi swojego ciała – zapewne tak właśnie jest. Szczera rozmowa o tym, jak się czuje, w której przyjmiesz słowa osoby chorej i nie odrzucisz ich jako nieadekwatnych, może pomóc w zapanowaniu nad trudnymi emocjami oraz zbliżyć Was do siebie. To wzmocni motywację dziecka (lub innej bliskiej osoby) do podjęcia leczenia i wprowadzania zmian.
  3. Twoje chorujące dziecko potrzebuje troskliwego rodzica, który jednocześnie będzie pewny swojej roli i zapewni mu bezpieczeństwo. Jeśli BMI dziecka spada znacznie poniżej normy – nie wahaj się i jeśli takie będą zalecenia lekarza – zawieź chorującą osobę do szpitala. Szpitalne procedury mogą wydawać się przerażające (np. karmienie przez sondę), ale zdarza się, że w sytuacji zagrożenia życia nie ma innego wyjścia.
  4. Zadbaj o relacje rodzinne. Zwróć uwagę na napięcia między rodzeństwem oraz w swoim małżeństwie. Może w rodzinie zdarzają się konflikty, które trudno rozwiązać? Może doświadczyliście trudnych sytuacji, takich jak żałoba, uzależnienie, depresja, przemoc, a teraz niełatwo o tym mówić? Zdrowienie w dużej mierze zależy od równowagi w całym systemie i otwartych rozmów na trudne tematy.
  5. Przygotuj się na długi proces terapeutyczny. Zaburzenia jedzenia najczęściej mają przewlekły przebieg, podobnie jak inne choroby cywilizacyjne. Często objawom dotyczącym jedzenia towarzyszą także zaburzenia osobowości i zaburzenia nastroju, takie jak depresja i dystymia. To niezwykle ważne, by osoba chorująca na anoreksję czy bulimię była pod opieką dobrego specjalisty psychiatry oraz doświadczonego psychoterapeuty. Bardzo pomocna może być też psychoterapia rodzinna, zwłaszcza w przypadku dzieci i młodzieży.
  6. Pomyśl o tym, czy czujesz się szczęśliwą i spełnioną osobą? A może też zmagasz się z problemami emocjonalnymi i czujesz się w tym osamotniona/osamotniony? Tak jak w samolocie: gdy brakuje tlenu, najpierw musisz sobie założyć maskę, a dopiero potem dziecku – podobnie, jeśli masz w rodzinie osobę z zaburzeniami emocjonalnymi, spróbuj zacząć od zapewnienia równowagi samemu, samej sobie. Poszukaj wsparcia, porozmawiaj z kimś. Powodzenia!

Artykuł powstał dla kampanii społecznej Jestem sobą, nie chorobą.

Bibliografia:

  • Brisman J (2013). Gdy pomoc boli. Rodzina i inne znaczące osoby w leczeniu zaburzeń odżywiania się. W: Maine M., McGilley BH, Bunnell DW. Leczenie zaburzeń odżywiania. Pomost między nauką a praktyką. Elsevier Urban & Partner, Wrocław, 363–376.
  • Józefik B (2008). Koncepcja przywiązania a zaburzenia odżywiania się. Teoria i empiria. Psychiatria Polska. 42 (2), 157–166.
  • Munn R, Smeltzer D i T, Westin K (2013). Najbardziej bolesne doświadczenia związane z przepaścią między nauką a kliniką. Leczenie zaburzeń odżywiania się w perspektywie rodziny. W: Maine M., McGilley BH, Bunnell DW. Leczenie zaburzeń odżywiania. Pomost między nauką a praktyką. Elsevier Urban & Partner, Wrocław, 377–395.

Czy w dobrym związku uszczęśliwiamy się nawzajem?

ddW pracy terapeutycznej z parami dość często spotykam się z różnymi wyobrażeniami na temat tego, jaki powinien być udany związek. Niestety większość tych wyobrażeń nie sprzyja budowaniu satysfakcjonującej relacji.

W kolejnych wpisach przedstawię najpowszechniejsze – w moim doświadczeniu – nieprawdziwe przekonania na temat związków. Dwa pierwsze, które omawiam, dotyczą emocjonalnego zaangażowania w to, jaki / jaka jest partner / partnerka.

MIT #1 Partnerzy powinni uszczęśliwiać się nawzajem

Często słyszę, że w związkach jedna strona jest odpowiedzialna za uczucia drugiej. „Nie chcę mówić mu o wszystkim, bo wiem, że ma teraz trudny czas i będzie tym przygnębiony”. Albo: „Nie lubię tego, ale wiem, że to ją uszczęśliwia. Nie mogę jej przecież odmówić”. I druga strona: „Przecież wiesz, że tego potrzebuję. Dlaczego mi odmawiasz?”. Poczucie szczęścia partnera lub partnerki staje się wielkim zadaniem życiowym jednostki oraz – w konsekwencji – równie dużym ciężarem. Taki schemat przeżywania relacji najczęściej jednak prowadzi do poczucia winy i gniewu. Poczucie winy niemal zawsze pojawia się u tej osoby, która chce uszczęśliwiać, pocieszać, ratować. Myśli ona, że nie umie pocieszyć doskonale, więc nie sprawdza się w roli idealnej partnerki / partnera. Druga strona zaś może czuć się winna, że jej stan nie poprawia się pomimo wielu starań partnera. Z kolei złość będzie nieuchronnie narastała u osoby przekonanej, że partner / partnerka musi za wszelką cenę zaspokajać jej potrzeby i oczekiwania.

Fantazja o tym, że mamy tak wielką moc, by uszczęśliwiać drugą osobę, a nawet uzdrowić ją z depresji czy wyleczyć z uzależnienia, może prowadzić jedynie do pogłębiania się naszej (i cudzej) frustracji. A jednocześnie zatracamy w tym siebie. Nie wiemy już, co jest „jego / jej”, a co „moje”. Jakie są moje potrzeby i życiowe cele, jeśli nieustannie podążam za emocjami partnera lub partnerki?

Czasem, wchodząc w rolę „ratownika” i dobrze wczuwając się w „misję” – utrwalamy pozycję drugiej osoby jako potrzebującej wsparcia i nie pozwalamy jej odzyskać kontroli nad własnym życiem. „Ratownik” potrzebuje bowiem „ratowanego” i nie będzie spełniać się w roli partnera / partnerki, jeśli nie zobaczy w tej drugiej osobie jakiejś trudności czy kłopotu, z którego może go wybawić. Taka sytuacja niebezpiecznie zmierza w stronę koluzji, o której pisałam tutaj.

W rzeczywistości nie mamy zbyt dużego wpływu na to, jak czuje się druga osoba. Przeżywanie przez nią danej sytuacji zależy od wielu czynników – jednym z ważniejszych jest interpretacja, której ona dokonuje, oraz wzorzec reagowania i przeżywania, najczęściej towarzyszący jej od wielu lat. A my nie mamy na to wpływu. Możemy jedynie pytać: „Czy mogę ci jakoś pomóc?”. W odpowiedzi najpewniej usłyszymy: „Potrzebuję czasu, aby uporać się z tym problemem”, co może oznaczać: „Daj mi trochę przestrzeni, chcę zastanowić się nad swoimi potrzebami, by znaleźć rozwiązanie najlepsze dla siebie”.

Szczęśliwe związki to takie, w których obie osoby czują się spełnione w podążaniu za własnym szczęściem. Jeśli każdy z partnerów zadba o swoje potrzeby, wówczas odnajdzie się przestrzeń też na to, co wspólne – na wzajemność, która nie będzie obciążona poczuciem winy i nadmiernej odpowiedzialności. Bliska relacja stanie się wtedy rzeczywistym źródłem wsparcia i satysfakcji.

Omówiona tu postawa przyjmowania odpowiedzialności za samopoczucie drugiej osoby ma też swoją skrajną postać – to tzw. Efekt Pigmaliona. Poświęciłam mu kolejny wpis.

Ilustracja: Joe Webb (joewebbart.com)

Bibliografia:

A. A. Lazarus, Mity na temat małżeństwa. O powszechnych przekonaniach, które niszczą związek. Wydawnictwo GWP, Gdańsk 2002.

Jak działa psychoterapia?

Jak to się dzieje, że psychoterapia leczy? Specjalnie dla kampanii społecznej „Jestem sobą, nie chorobą” napisałam artykuł, w którym omawiam podstawowe czynniki leczące w psychoterapii:

Historia psychoterapii sięga końca XIX wieku. To wtedy wiedeński neurolog Zygmunt Freud odkrył, że rozmowy przynoszą pacjentom ulgę, prowadząc do zaniku objawów nerwicowych. Bertha Pappenheim – pacjentka współpracownika Freuda, Josepha Breuera, cierpiąca na bóle głowy, paraliże, zaniki czucia, zmienne stany emocjonalne, samookaleczenia – nazwała tę kurację „the talking cure”. Jej terapię obaj lekarze opisali w „Studiach nad histerią” opublikowanych w 1895 roku. Termin „psychoanaliza” po raz pierwszy pojawił się zaś w artykule Freuda rok później, w 1896 roku.

Po 120 latach rozwoju tej metody wiemy już całkiem sporo o tym, czy i dlaczego „terapia rozmową” rzeczywiście pomaga i leczy. Wiemy, że psychoterapia jest co najmniej równie skuteczna jak farmakoterapia, a często skuteczniejsza. Wiemy też, że w przypadku cięższych zaburzeń znacznie lepsze efekty przynosi łączenie psychoterapii z podawaniem leków. W metaanalizach (zbiorczych analizach wielu badań porównawczych) wykazano, że psychoterapia jest skuteczniejsza niż leki np. w przypadku nawracającej depresji, zaburzeń lękowych czy zaburzeń odżywiania.

W licznych badaniach dowiedziono też, że efekty psychoterapii utrzymują się dłużej oraz zapobiegają nawrotom lepiej niż leki. Biorąc pod uwagę liczne badania na temat efektów psychoterapii, w 2012 r. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne ogłosiło „Rezolucję na temat uznania skuteczności psychoterapii”. Wiemy więc, że działa. Ale jak? Co takiego jest w samej psychoterapii, co okazuje się leczące?

Oto, w dużym skrócie, cztery najważniejsze czynniki leczące w psychoterapii, wyróżnione przez prof. Czabałę:

1. Związek terapeutyczny

Osoby, które przychodzą na terapię, często czują się skrzywdzone, osamotnione, niezrozumiane nawet przez najbliższych. Najczęściej nie miały dobrych doświadczeń w relacjach z innymi. Albo nie potrafiły czerpać z tych relacji czegoś dobrego dla siebie. Terapeuta okazuje się osobą, która akceptuje pacjenta i przyjmuje jego doświadczenia w takim kształcie, w jakim są przez niego przeżywane. Może to być pierwsza taka relacja z drugim człowiekiem w życiu pacjentów. Terapeuta okazuje się wrażliwy na problemy pacjenta, a jednocześnie pozostawia mu potrzebną do rozwoju autonomię. W ten sposób relacja terapeutyczna stanowi prototyp zdrowej, dojrzałej więzi. Związek terapeutyczny okazuje się fundamentem procesu leczenia.

2. „Naprawcze” doświadczenia emocjonalne

Pacjenci najczęściej przeżywają sporo frustracji, lęku czy beznadziei, ale trudno im odnaleźć przyczyny tych uczuć. W procesie terapii zaczynają dostrzegać związki między swoimi doświadczeniami życiowymi i przeżywanymi emocjami, co pozwala na ich bezpieczne odreagowanie. Wiele emocji pojawia się też „tu i teraz”, w reakcji na interwencje terapeuty. Dzięki przyjęciu tych uczuć przez terapeutę jako normalnych i zrozumiałych pacjent uwalnia się od nich. Na przykład dowiaduje się, że wyrażenie niezadowolenia nie musi od razu oznaczać odrzucenia czy gniewu ze strony drugiej osoby. Innym naprawczym doświadczeniem jest zobaczenie, że obie strony w relacji mogą czasem popełniać błędy, co nie narusza stabilności i trwałości więzi.

3. Nowe możliwości poznania siebie i otoczenia

W procesie psychoterapii we wszystkich nurtach niezwykle ważne jest osiąganie zmiany w zakresie wglądu w siebie, przekonań i schematów poznawczych rządzących życiem pacjenta. Na przykład osoba cierpiąca na depresję przeżywa siebie jako osobę niezdolną do bycia kochaną czy osiągania sukcesów. To, co okazuje się leczące w procesie psychoterapii w odniesieniu do sfery poznawczej, to poszerzanie perspektywy, nabywanie umiejętności spoglądania na siebie i otaczającą rzeczywistość z różnych punktów widzenia. To także rozpoznawanie swoich potrzeb, nadawanie im znaczenia i realistyczne sprawdzanie możliwości ich zaspokojenia.

4. Doświadczenie nowych sposobów zachowania

Ważnym czynnikiem leczącym w procesie psychoterapii okazuje się wypróbowywanie nowych sposobów zachowania. Na przykład mimo początkowego braku zaufania pacjent może z czasem eksperymentować i sprawdzać skuteczność nowych rodzajów zachowania w gabinecie. Także nauka otwartego wyrażania uczuć, takich jak smutek czy gniew, może się okazać łatwiejsza w relacji z terapeutą. Ważne jest także, że to, jak przebiega wprowadzanie zmian poza gabinetem, w tym reakcje osób z otoczenia pacjentów na zachodzące zmiany, pacjenci mogą szczegółowo omawiać w bezpiecznej przestrzeni gabinetu.

Bibliografia:

  1. American Psychological Association (2012). Resolution on the Recognition of Psychotherapy Effectiveness.
  2. Czabała JC (2013). Czynniki leczące w psychoterapii. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
  3. Huhn M et al. (2014). Efficacy of pharmacotherapy and psychotherapy for adult psychiatric disorders: A systematic overview of meta-analyses. Journal of the American Medical Association Psychiatry. 71 (6): 706 – 715.
  4. Kalita L (2014). Skuteczność psychoterapii psychoanalitycznych. Biuletyn Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej.

 

Artykuł na stronie kampanii „Jestem sobą, nie chorobą” można przeczytać tutaj.

Nowa grupa terapeutyczna dla osób LGBTQ – trwa nabór

14095887_1076992639050407_5314943955829827961_n

Do udziału w grupie terapeutycznej zapraszamy wszystkich, którzy myśleli o tym, że terapia grupowa może być pomocna, ale dotąd nie znaleźli odpowiedniej grupy dla siebie.

Zapraszamy osoby, które chciałyby lepiej poznać siebie i swoje uczucia w kontakcie z innymi.

Zapraszamy osoby, które chciałyby poprawić swoje relacje z innymi i tworzyć bardziej satysfakcjonujące związki.

Zapraszamy osoby, które często doświadczają smutku, złości, żalu, trudno im w siebie uwierzyć lub często są z siebie niezadowolone.

Zapraszamy osoby, które doświadczały lub doświadczają niezrozumienia i krzywdy ze strony bliskich.

Zapraszamy osoby, które identyfikują się jako „dorosłe dzieci alkoholików” bądź „dorosłe dzieci z dysfunkcyjnych rodzin”.

Zapraszamy także wszystkie osoby chętne do poznawania siebie i rozwijania swoich umiejętności interpersonalnych.

Dlaczego tworzymy grupę dla osób LGBTQ+?

Mamy kilkuletnie doświadczenie w pracy z gejami, lesbijkami, osobami biseksualnymi i transpłciowymi. W doświadczeniu wielu z tych osób pojawia się cierpienie z powodu własnej odmienności, odrzucenia i niezrozumienia. Osoby LGBTQ+ mogą być narażone na tzw. „stres mniejszościowy” i często nie znajdują wsparcia w rodzinie pochodzenia czy środowisku społecznym. Jeden z naszych pacjentów, zapytany o grupę terapeutyczną, powiedział kiedyś: „Nie chcę znów być jedynym gejem w klasie”…

Dlatego tworzymy właśnie dla Was grupę terapeutyczną.

Spotykamy się raz w tygodniu, we wtorki, od 18.45 do 20.15. 

Grupa ma charakter długoterminowy, półotwarty. Oznacza to, że czas psychoterapii w grupie będzie indywidualnie dostosowany do każdej osoby.

Miejsce: Warszawa, Saska Kępa

Liczba uczestników nie przekroczy 8 osób.

Zapraszamy na konsultacje: e-mail: grupa.lgbtq@gmail.com, tel. 505 979 144.

Grupa już wystartowała (styczeń 2017), ale wciąż mamy dwa wolne miejsca. Zapraszamy! 🙂

Koszt konsultacji: 80 zł

Koszt udziału w grupie terapeutycznej: 300 zł miesięcznie, z wyjątkiem miesiąca wakacji

 

O podobieństwach między psychoterapią psychodynamiczną i CBT

portrait-of-stephy-langui-19611Otrzymałam kiedyś interesujące pytanie o podobieństwa między psychoterapią psychodynamiczną i poznawczo-behawioralną (cognitive-behavioural therapy, CBT). Wydawałoby się, że są to tak odmienne podejścia, że o wspólnych elementach trudno pomyśleć, a na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim różnice. Terapię poznawczą Aaron Beck stworzył przecież w latach 60. XX wieku w opozycji do popularnej psychoanalizy.

Różnice te rzeczywiście dotyczą już samych założeń na temat celu leczenia (w dużym uproszczeniu: w CBT celem jest usuwanie objawów i zmiana funkcjonowania, a w podejściu psychodynamicznym zmiana całościowa w obrębie osobowości, widoczna np. w jakości bliskich relacji, zdolności do wytrzymywania frustracji, itp.) oraz technik pracy (znów w uproszczeniu: w CBT dyrektywna, ustrukturyzowana i nieustannie stymulująca zachowania pacjenta praca terapeuty, a w podejściu psychodynamicznym względne wycofanie terapeuty do roli rozumiejącego słuchacza, pomagającego w odnajdywaniu znaczeń i interpretacji). Różnice więc są widoczne, a spora liczba badań mających na celu ocenę skuteczności psychoterapii opiera się na porównywaniu terapii prowadzonej właśnie w tych dwóch nurtach, ponieważ są one wybierane najczęściej i są najlepiej zbadane. Najczęściej są to badania porównujące krótkoterminową psychoterapię psychodynamiczną z krótkoterminową psychoterapią CBT o tej samej liczbie sesji; najczęściej też wyniki pokazują, że korzyści są bardzo podobne.

Czy wobec tak poważnych różnic można więc myśleć o podobieństwach między terapią psychodynamiczną i CBT? Zdecydowanie tak, zwłaszcza że szczegółowe badania skuteczności psychoterapii najczęściej też wskazują, że to, co najlepiej „działa” i pomaga, to wspólne elementy pracy terapeutycznej we wszystkich nurtach. Jakie to elementy?

Głównym narzędziem w procesie psychoterapii w każdym podejściu jest rozmowa dwóch osób (lub większej ich liczby, jeśli jest to terapia rodzin, par czy terapia grupowa). Podstawą psychoterapii jest przymierze terapeutyczne, którego fundamentem staje się zawarcie kontraktu terapeutycznego, czyli porozumienie dwóch stron (terapeuty i pacjenta lub pacjentów) co do celu psychoterapii i warunków jej odbywania (płatności, częstotliwość sesji etc.). Tym zaś, co jest czynnikiem sprzyjającym zdrowieniu, to dobra relacja między terapeutą i pacjentem (pacjentami) – oparta na szacunku, godności i akceptacji pacjenta.

Ważne działanie psychoterapii dotyczy obszaru emocji. Często osoby, które przychodzą do gabinetu terapeutycznego, nie miały wcześniej zbyt dobrych relacji z innymi, nie miały też w swoim otoczeniu osoby, która zaakceptowałaby to, co przeżywa pacjent lub pacjentka. Leczące w psychoterapii jest więc to, że dzięki spotkaniu z terapeutą i rozmowie z nim – dowiadujemy się, że możemy lepiej „pomieścić” to, co dzieje się w naszych emocjach, ciałach, umysłach, a także, że jest ktoś, kto będzie nam towarzyszył, jeśli nasze przeżycia będą trudne do uniesienia. Kiedy będziemy płakać, złościć się, gniewać, smucić, rozczarowywać, wstydzić, obwiniać, niepokoić, martwić, kochać, tęsknić, żałować, zazdrościć… – w procesie terapii takie emocje zostaną przyjęte i zrozumiane. I oczywiście niezależnie od nurtu, w jakim pracuje terapeuta.

Ważne we wszystkich nurtach psychoterapii jest również przestrzeganie zasad poufności, które zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Istotnym wspólnym elementem jest też pewnego rodzaju nierówność relacji – to pacjent zwierza się ze swoich kłopotów i opowiada o uczuciach, podczas gdy terapeuta skupia się na tym, by pomóc pacjentowi zrozumieć to, czego doświadcza, jak przeszłe i obecne doświadczenia wpływają na jego funkcjonowanie i przeżywanie rzeczywistości. Terapeuta w tej relacji pozostaje osobą, która nie „odwdzięcza” się opowieściami na temat własnych kłopotów i osobistego życia, zatem jest to relacja pod tym względem nierówna. Pacjent_tka płaci terapeucie za poświęcony czas (lub też koszt pokrywa ubezpieczenie). Niedopuszczalne jest nadużywanie tej nierównej sytuacji przez terapeutę, nawiązywanie relacji biznesowych czy towarzyskich z pacjentami etc. Takie zasady etyczne pracy psychoterapeuty zapewniają nas o bezpieczeństwie w relacji z terapeutą, ale też o jej granicach i celach – to pacjent (pacjentka) jest tutaj najważniejszy (najważniejsza).

Jeśli chodzi o specyficzne wspólne elementy terapii poznawczo-behawioralnej oraz psychodynamicznej, to istotna dla obu nurtów jest refleksja na temat przekonań i schematów myślowych dominujących w życiu pacjenta_tki. W przypadku terapii prowadzonej w obu tych nurtach zakłada się, że te przekonania mają ogromny wpływ na to, jak funkcjonujemy. Dużo wcześniej, zanim pojawiła się terapia poznawczo-behawioralna, psychoanalitycy i psychoterapeuci psychodynamiczni zwracali uwagę na poznawcze aspekty funkcjonowania pacjentów i podkreślali rolę myśli oraz utrwalonych wzorców i przekonań pacjenta na swój temat, na temat świata i ważnych osób w życiu danej osoby (np. „czy mogę ufać mojej partnerce, jeśli w relacji z matką nie czułem się bezpiecznie?”) w powstawaniu objawów. W procesie leczenia w obu tych nurtach terapeuta wspólnie z pacjentem badają świat emocji i powiązanych z uczuciami ukrytych przekonań czy myśli.

Niezależnie więc od nurtu psychoterapeutycznego, w jakim kształci się i pracuje specjalista, warto sprawdzić – podczas konsultacji – czy z tym konkretnym terapeutą chcielibyśmy pracować. Sama jego osoba jest bardzo ważna – to, czy budzi naszą sympatię, czy wydaje się godny zaufania. Może się okazać, że ten czynnik, fundament przymierza terapeutycznego, jest ważniejszy niż rozmaite techniki pracy.

Jeśli interesuje Cię to zagadnienie, zachęcam także do lektury wpisu na temat 12 cech dobrego terapeuty, w którym przedstawiłam rezultaty badań Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego na temat czynników leczących w psychoterapii po stronie terapeuty. O tym zaś, co wyróżnia psychoterapię psychodynamiczną na tle innych nurtów, pisałam tutaj. Zapraszam do lektury.

Ilustracja: René Magritte, Portret Stephy Langui, 1961

Efekt samotności

tumblr_oa20l5w4lh1s3i6o8o1_400Coraz więcej osób skarży się współcześnie na samotność i dotyczy to osób w każdym wieku, także bardzo młodych. Co ciekawe, dotkliwe uczucie samotności dotyczy zarówno singli, jak i tych, którzy pozostają w stałych związkach. Badania wskazują, że zmniejsza się liczba osób w naszym otoczeniu, z którymi czujemy emocjonalną więź (obecnie jest ich średnio mniej niż dwie!).

Mamy wokół siebie coraz mniej osób, z którymi możemy otwarcie i swobodnie porozmawiać. Jakie są tego przyczyny?

Społecznych i kulturowych czynników, leżących u podłoża coraz częstszego występowania samotności, jest wiele – większy nacisk na indywidualny rozwój nie sprzyja pielęgnowaniu więzi z przyjaciółmi i rodziną. Inni (także partnerzy) to raczej przeszkoda lub wsparcie w drodze do głównego celu, jakim coraz częściej staje się samorealizacja rozumiana bardzo wąsko jako sukces zawodowy i finansowy, związany ze statusem społecznym. Rywalizacja na tym tle nie pomaga w budowaniu bliskości. Prawdopodobnie coraz trudniej pamiętać o tym, że samo bycie blisko (w sensie emocjonalnym) z innymi może być wartością i że możemy tego potrzebować bardziej niż kolejnego drogiego zakupu.

Jedną z istotnych zmian we współczesnym świecie jest zwiększenie się częstotliwości naszych kontaktów z innymi osobami przez telefon i przez Internet, które – jak się okazuje – tylko pozornie zastępują kontakt twarzą w twarz. Bardzo ciekawie opowiada o tym Susan Pinker, psycholożka, autorka książki „Efekt wioski. Jak kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi”:

Wielu ludziom się wydaje – mówi Pinker – że kontakt online i ten twarzą w twarz to jedno i to samo. Komunikując się na odległość, też przekazujemy sobie garść faktów, ale umykają nam przy tym takie informacje pozawerbalne, jak ton głosu, rytm wypowiedzi, wymowa spojrzenia, mimika czy język ciała. To tzw. szczere sygnały, które często mają większe znaczenie niż treść. W bezpośrednim kontakcie zalewa nas kaskada hormonów i neuroprzekaźników, które się uwalniają, gdy jesteśmy fizycznie blisko kogoś. Siedząc naprzeciwko siebie, odzwierciedlamy sposób mówienia naszego rozmówcy i tak budujemy z nim więź. Tylko taki rodzaj kontaktu pozwala nam ocenić, czy druga osoba jest godna zaufania, czy jest między nami „chemia”, czy warto w tę znajomość inwestować.

Jednocześnie, jak pokazują badania, posiadanie kręgu bliskich znajomych i pielęgnacja związków z innymi czyni nas zdrowszymi i szczęśliwszymi, a także przedłuża życie (to jest czynnik, który istotniej wpływa na długość życia niż unikanie używek, uprawianie sportów czy zdrowa dieta).

A dlaczego osoby pozostające w związkach także czasem czują się samotnie?

Wpływać na to mogą różne czynniki psychologiczne, związane z wyborem partnera, emocjonalnymi urazami z przeszłości, ale także z gotowością do otwartości emocjonalnej. Zdarza się, że – z powodu uczuciowych nadużyć lub deficytów z dzieciństwa (jeśli występowały) – przeżywamy każdą nową relację bardzo podobnie, np. wciąż czujemy się niezrozumiani, opuszczeni, niedocenieni, jeżeli tak właśnie czuliśmy się w dzieciństwie. I wybieramy podobnie zaniedbujących nas partnerów (np. osoby uzależnione, stosujące przemoc, pochłonięte pracą itp.). To może oznaczać też, że do każdego kolejnego związku wnosimy bagaż emocjonalny z dzieciństwa, który uniemożliwia stworzenie satysfakcjonującej nas relacji.

Czasem zdarza się, że w relacji z partnerem lub partnerką czujemy się samotni, ponieważ powstały poważne zakłócenia w komunikowaniu się. Taka sytuacja dotyczy zwłaszcza związków, w których niepisaną zasadą jest przekonanie, że nie można się kłócić. Albo – nie można mówić o swoich trudnościach, rozczarowaniach czy potrzebach, żeby nie ranić czy nie martwić partnera. To mit, że w dobrym związku nie ma różnicy zdań, uczuć złości, żalu czy smutku. Znacznie bardziej szkodliwą dla nas sytuacją okazuje się blokada emocji, chowanie urazy, niemówienie o trudnościach, potrzebach czy frustracjach. Jak się okazuje, brak otwartej komunikacji na temat przeżyć i uczuć (np. z powodu nadmiernego brania odpowiedzialności za samopoczucie partnera), staje się zresztą najczęściej głębokim podłożem kryzysów w związkach. To głównie z takimi problemami – przynajmniej tak zdarza się w mojej praktyce terapeutycznej – pary zgłaszają się na terapię.

Kiedy czujemy się najbardziej samotni?

Uczucie samotności zwykle najbardziej doskwiera wieczorami, w weekendy i dni wolne od pracy. W Polsce emocjonalnie szczególnie obciążającym okresem są święta Bożego Narodzenia, kiedy dużo nadziei, ale i stresu wiąże się z kontaktem z bliskimi. To wtedy najdotkliwiej samotność odczuwają osoby niebędące w związkach, ale także te, które są w relacjach. Okazuje się, że ten okres w roku wiąże się przede wszystkim z ogromnym rozczarowaniem. Jedna w roku odświętna kolacja nie pomoże odzyskać poczucia bliskości emocjonalnej, jeśli przez cały rok nie było szansy, by o nią zadbać. Wszelkie zakłócenia w komunikacji, rodzinne tematy tabu, nieprzepracowana żałoba czy nierozwiązane konflikty w tym okresie szczególnie mocno dają o sobie znać. Im więcej mamy nadziei – tym trudniej jest później skonfrontować się z tym, że oczekiwanego zrozumienia i zainteresowania znów nie dostaliśmy.

Czy znamy lekarstwo na samotność?

Badania wskazują przede wszystkim na konieczność aktywnego podtrzymywania więzi – koleżeńskich, przyjacielskich, w kręgu osób o podobnych zainteresowaniach czy przekonaniach. Znacznie cenniejsze okazują się spotkania twarzą w twarz, niż kontakt online. Korzyścią z takich kontaktów będzie lepsze samopoczucie, wyższa samoocena, poczucie ulgi (jeśli coś nas akurat martwi). Bliskie kontakty twarzą w twarz to dawka pozytywnych wrażeń także dla naszego mózgu, a w efekcie – zapasy szczęścia w neuroprzekaźnikach. Jeśli czujemy, że za mało jest w naszym życiu bliskich osób, to tym bardziej warto zastanowić się, co nas blokuje przed otwartością na relacje, jakie mogą być tego przyczyny w nas samych (np. trudności w otwartym komunikowaniu uczuć, negatywne myśli na swój temat, lęk przed odrzuceniem… itp.).

Niektórzy mogą być przekonani, że nie potrafią nawiązywać relacji. Zbyt często czują się inni, czyli gorsi, odrzuceni i z tego powodu odnoszą wrażenie, że są „skazani na samotność”. Pozostają singlami lub związują się z osobami, przy których czują się niezrozumiani, a nawet wykorzystywani.

Takie sytuacje mogą świadczyć o tym, że osoby te cierpią z powodu różnych trudności emocjonalnych lub – szerzej – osobowościowych. W tej sytuacji pomocna jest psychoterapia. Jeśli uczucie samotności pojawiło się relacji z konkretnym partnerem lub partnerką, warto rozważyć też podjęcie psychoterapii pary.

W przypadku osób, które czują się samotne i mają trudności w bliskich relacjach, szczególnie wartościowe może okazać się doświadczenie psychoterapii grupowej. Taka forma terapii pozwala przeżyć w bardzo bezpiecznych warunkach, z pomocą psychoterapeuty, wszystkie trudności emocjonalne, które pojawiają się na co dzień w kontakcie z innymi. Może też dać nadzieję na to, że bycie blisko z innymi – niezwykle wzbogacające i rozwijające, dające uczucie zrozumienia i wsparcia – jest możliwe.

Ilustracja: obraz Davida Hockneya, The Bigger Splash (1967, galeria Tate Britain, Londyn)

Dobroczynna praca żałoby

dscf8917Żal po stracie bliskiej osoby wiąże się zazwyczaj z ogromnym cierpieniem psychicznym. Psychiatrzy i psychoterapeuci zwykli porównywać żałobę do depresji (czy melancholii – wedle nazewnictwa stosowanego jeszcze przez Zygmunta Freuda) i podkreślać cechy, które zbliżają stan po utracie do choroby: smutek, brak sił życiowych, wycofanie się z kontaktu ze światem zewnętrznym, subiektywnie przeżywane cierpienie. Osoba w żałobie traci na zdrowiu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym, a jej funkcjonowanie społeczne pogarsza się (i coraz częściej osobom w żałobie proponowane są leki przeciwdepresyjne).

A jednak żałoba nie jest chorobą. Stanowi naturalną, przejściową reakcję na stratę i – co również podkreślają psycholodzy i psychoterapeuci – może, paradoksalnie, nieść za sobą dobroczynne konsekwencje. Konfrontacja ze stratą staje się… przebudzeniem, i jak pisze znany terapeuta interesujący się szczególnie tematyką egzystencji, Irvin Yalom – pozwala uważniej przyjrzeć się swojemu istnieniu. Żałoba po bliskich, pamięć o nich każą nam myśleć o własnym przemijaniu. Być może w ten sposób konfrontujemy się także z lękiem przed własną śmiercią? Z myślą o tym, jak przeżywam swoje życie? Czy żyję tak, jak pragnąłem/pragnęłam żyć? Czy tego właśnie chcę od życia?

Żałoba okazuje się dobroczynna również dlatego, że pomaga w zbliżeniu się do swojego wewnętrznego świata. Utrata wyzwala niekiedy bardzo intensywne emocje – przeżywając żałobę, doświadczamy smutku, lęku, poczucia osamotnienia i opuszczenia; ale także poczucia winy, rozpaczy, złości i gniewu. Bogactwo tych uczuć sprawia, że odrywamy się od bieżących spraw. Sięgamy głębiej. Żałoba wyzwala potrzebę zadośćuczynienia, przemożną chęć naprawiania relacji z innymi. I, paradoksalnie, inspiruje do myślenia o sensie życia. Może pomóc przewartościować nasze życie. Pchnąć je na inne tory, bliżej tego, czego naprawdę pragniemy.

„Im więcej pozostało nieprzeżytego życia, tym większy jest lęk przed śmiercią; im bardziej nie powiodło się człowiekowi przeżywanie pełni swojego życia, tym bardziej będzie bał się śmierci” (Irvin Yalom, Patrząc w słońce). To myśl o tym, że życie warto przeżyć zgodnie ze sobą, ze swoimi potrzebami i pragnieniami, a wówczas śmierć przyjdzie do nas w samą porę i nie będziemy się jej lękać.

Ilustracja: Lorna Simpson, „Photo Booth”, 2008 (fragment, fot. własna)